Moja Warmia

Z Olsztyna do źródeł rzeki Łyny

Rezerwat przyrody Źródła Rzeki Łyny to jedno z tych miejsc, które zdecydowanie warto odwiedzić. Znajdujące się w niezwykle malowniczej dolinie liczne źródła wysiękowe dają początek Łynie – największej rzece województwa warmińsko – mazurskiego. Położony w otoczeniu licznych wąwozów rezerwat, jak również biegnąca wśród lasów i jezior trasa, to idealna propozycja dla osób które chciałby spędzić aktywnie czas na łonie natury. Myślę że nie przesadzę jeśli dodam, że jest to jedna z ciekawszych tras rowerowych jaką miałem okazję jechać.

Opis trasy

Planując wypad wziąłem pod uwagę dwa warianty trasy. Jadąc w stronę źródeł Łyny wyznaczyłem ślad, który z założenia prowadzi po leśnych ścieżkach i duktach, w swojej większej części omijając główne szlaki komunikacyjne. Droga powrotna natomiast to jazda asfaltami, gdzie pomimo że poruszamy się po drogach publicznych, natężenie ruchu jest niewielkie. Zależało mi na sprawdzeniu, czy do celu podróży damy radę dojechać każdym typem roweru, niezależnie od tego czy będzie to rasowe MTB czu ultralekka szosa.

Opisując trasę, nie będę skupiał się na nawigowaniu w stylu „zakręt po zakręcie” ponieważ biorąc pod uwagę dystans byłoby to co najmniej nudne. Jeśli ktoś chciałby poznać szczegóły, do tego celu może posłużyć się załączoną do tekstu mapą google, na której naniosłem ślad GPS. Chciałbym natomiast w telegraficznym skrócie opisać rodzaj oraz stan nawierzchni, jak również wtrącić kilka uwag, które mogą być przydatne dla osób, które zechcą wybrać się wycieczkę rowerową do rezerwatu.

Przy planowaniu trasy korzystałem z aplikacji Komoot, która z założenia jest narzędziem stworzonym do wytyczania szlaków pieszych i rowerowych. Komoot to bardzo ciekawa propozycja, ponieważ poza oczywistą funkcją nawigacji, program bierze pod uwagę rodzaj roweru, jak również poziom naszego wytrenowania. Na tej podstawie generuje a następnie umożliwia nam wybór jednego z kilku śladów, które dodatkowo możemy modyfikować według własnych potrzeb.

Po wprowadzeniu punktu docelowego, wybraniu gravela jako środka lokomocji i ustawieniu funkcji „fitness” w pozycji „in good shape” komoot wyznaczył mi drogę na przełaj. Wcześniej oczywiście zrobiłem wstępne rozeznanie odnośnie ewentualnych możliwości, dlatego nie było dla mnie zaskoczeniem, że pierwszy etap drogi prowadzi przez lasy łańskie 🙂 …ale od początku.

Droga tam…

Trasę rozpocząłem na ul. Wojska Polskiego skąd musiałem się przebić przez całe miasto, żeby dojechać do przeciwległego krańca Olsztyna. Aby zminimalizować konieczność ciągłego stania na światłach, do ul. Warszawskiej dojechałem nieco dłuższą, ale spokojniejszą drogą. Chwilę po wyjechaniu z terenu zabudowanego (droga na Olsztynek), skręciłem w lewo na Ruś. Jest to dość wąski i kręty odcinek. Stanowi również drogę dojazdową do podolsztyńskich sypialni, dlatego w godzinach szczytu panuje tam wzmożony ruch samochodowy. Na szczęście, wszystko uspokaja się po przejechaniu pierwszego skrzyżowania w Bartągu. Większość aut skręca w lewo, my natomiast jedziemy prosto, nadal trzymając się kierunku na Ruś. Po wyjechaniu z Bartąga, na pierwszym skrzyżowaniu kierujemy się w prawo ku wsi Gągławki – tu już będzie spokojnie. Pagórkowaty teren i odkryta przestrzeń wokół której przeważają pola uprawne może nas nieco zmęczyć podczas wietrznych dni. Na osłodę dodam, że przynajmniej asfalt jest w doskonałym stanie, a sam odcinek nie jest zbyt długi. Po wjechaniu do wsi skręcamy w prawo na Dorotowo. Niestety wraz zmianą kierunku jazdy zmienia się również nawierzchnia. Stary, dziurawy, miejscami wielokrotnie łatany asfalt będzie nam towarzyszył aż do Swaderek. Nie ma się jednak co zrażać, ponieważ otaczająca przyroda, las, jeziora, cisza i wszechogarniający spokój zrekompensują nam ewentualne niedogodności. Zresztą, jeśli ktoś jest wrażliwy na piękno natury wcale nie będzie się spieszył pokonując ten odcinek, a wręcz przeciwnie, będzie się delektował chwilą.

Filmik poglądowy. Uwaga – miejscowy brak stabilizacji i słaba jakość audio.

Kontynuując jazdę wyznaczoną trasą dotrzemy do skrzyżowania z drogą prowadzącą do ośrodka wypoczynkowego Łańsk. W tym miejscu nawierzchnia jest zdecydowanie lepsza, niemniej dalej gdzieniegdzie możemy natrafić na dziury w asfalcie – także rozglądajcie się uważnie bo można złapać nieoczekiwanego snakebite’a 🙂 . Na kolejnym skrzyżowaniu, po zjechaniu z długiej ale niezbyt stromej górki, kierujemy się w prawo na Rybaczówkę. Wraz ze zmianą kierunku jazdy, pogorszy się również stan nawierzchni. Od tej chwili, aż do wcześniej wspomnianych Swaderek, będziemy poruszali się po dziurawym asfalcie, a miejscami również po utwardzonych drogach szutrowych. Tu także zmienia się profil trasy (duża większa liczba pagórków), a otaczający nas las zdecydowanie się zagęści. Pokonując ten odcinek miałem przyjemność najechać na stado jeleni, które przebiegły mi przed rowerem w zasadzie szybując nad drogą 🙂 . Ostatecznie powinniśmy wyjechać w Swaderkach, gdzie na skrzyżowaniu z DK58 kierujemy się w lewo. Stan nawierzchni określiłbym jako idealny, a natężenie ruchu umiarkowane, co po opuszczeniu dziurawej, podrzędnej drogi znacznie podnosi komfort jazdy. Teren jest odsłonięty i pagórkowaty – co może mieć znaczenie przy wietrznej pogodzie. Niemniej na DK58 nie pozostaniemy zbyt długo. Kilkadziesiąt metrów za parkingiem znajdującym się przy Barze u Zbyszka, zjeżdżamy w prawo w piaszczystą drogę. Od tego momentu proponuję wspomagać się urządzeniami z GPS, ponieważ trudno opisać przebieg właściwej trasy. Liczne ścieżki i dróżki mogą niejednokrotnie zmylić, dlatego warto raz na jakiś czas sprawdzić, czy jedziemy w dobrym kierunku. Mimo tego, że korzystałem z nawigacji kilkukrotnie pomyliłem drogę, co oczywiście nie miało większego znaczenia, ponieważ ostatecznie zwiedziłem nieco większy obszar niż początkowo planowałem.

Odcinek rozpoczynający się od chwili zjazdu z DK58 do wsi Wólka Orłowska, w której docelowo powinniśmy wyjechać, to przede wszystkim drogi szutrowe i piaszczyste. Jadąc na 30 mm oponach typu slick, miejscami miałem problem z opanowaniem roweru. Krajobraz to przede wszystkim lasy oraz pola uprawne – czyli cisza i spokój 🙂

We wspomnianej wcześniej Wólce Orłowskiej wyjedziemy na dobrej jakości drogę asfaltową, gdzie skręcając w lewo kierujemy się na Lipowo Kurkowskie. Stad już tylko kilka kilometrów dzieli nas od celu naszej podróży – rezerwatu Źródła Rzeki Łyny im. prof. Romana Kobendzy, który znajduje się po lewej stronie szosy.

Rezerwat Źródła Rzeki Łyny im. prof. Romana Kobendzy

Do rezerwatu prowadzi stara brukowana droga. Przejechanie odcinka po kocich łbach na rowerze pozbawionym amortyzacji jest mało przyjemne, a w dodatku nie zawsze mamy możliwość skorzystania z wąskiego pobocza. Na końcu duktu wjedziemy w małą dolinkę, w której napotkamy pierwsze zabudowania. Za nimi ze znajdującego się powyżej rozlewiska, wąskim ale rwącym strumieniem zaczyna toczyć swe wody Łyna. Jej szerokość jest na tyle niewielka, że da się ją przeskoczyć jednym susem. Po “wdrapaniu” się na górę (zgodnie ze znakami informacyjnymi), naszym oczom ukaże się zbiornik w którym gromadzi się woda wybijająca z licznych źródeł wysiękowych. Jest to piękne rozlewisko do którego przylegają kolejne budynki gospodarcze „Źródlanej Wioski”.

Sam rezerwat liczy ponad 122 ha. Położony jest w zalesionej dolinie usianej licznymi wąwozami. Ze względu na walory turystyczne, w celu ułatwienia zwiedzania utworzono tu ścieżki, schody oraz pomosty które umożliwiają dotarcie do ciężko dostępnych miejsc. Jest to dość rozległy obszar, więc planując wizytę w rezerwacie należy doliczyć minimum godzinę na spokojne zwiedzenie miejsca, jak również wziąć pod uwagę energię jaką będziemy musieli spożytkować na pokonanie licznych schodów oraz przewyższeń.

Droga powrotna

Droga powrotna zaczyna się na tej samej drodze brukowej, którą przyjechaliśmy. Różnica jest jednak taka, że nie wracamy do szosy którą przyjechaliśmy, a schodząc z góry (od strony rozewiska) kierujemy się w prawo. Jadąc utwardzonym duktem leśnym po niespełna kilometrze dotrzemy do wsi Orłowo. Na asfalt wjedziemy przy cmentarzu z czasów I Wojny Światowej. Skręcając w lewo kierujemy się w stronę wsi Moczysko. Nawierzchnia jest w dobrym stanie. Gdzieniegdzie napotkamy ubytki w asfalcie, jednak biorąc pod uwagę podrzędność drogi – nie jest źle 🙂 Na kolejnym skrzyżowaniu skręcamy w lewo na Czarny Piec i tego kierunku trzymamy się mijając kolejno Wikno i Jabłonkę. Trasa jest bardzo urokliwa a natężenie ruchu niewielkie. Kolejno mijane lasy, pola i jeziora potęgują poczucie beztroski. Osobiście bardzo lubię ten odcinek i zawsze bardzo chętnie tu wracam. Po dojechaniu do DK58 kierujemy się w lewo na Olsztyn/Olsztynek, gdzie przy wzmożonym natężeniu ruchu przez kilka kolejnych kilometrów jedziemy aż do zjazdu w drogę 598 (kierunek Olsztyn/wjazd do wsi Zgniłocha). W tym miejscu rozpoczyna się „Butrynówka” o której dość szczegółowo pisałem TUTAJ. Aby nie powielać informacji z wcześniejszego wpisu przypomnę tylko, że trzymając się głównej drogi dojedziemy do Olsztyna, tym samym zamykając pętlę, która wg mojego zegarka wyniosła 104 km.

Filmik poglądowy. Uwaga – miejscowy brak stabilizacji i słaba jakość audio.

Dla kogo

Wypad do źródeł rzeki Łyny to propozycja skierowana głównie dla osób uprawiających turystykę rowerową. Ze względu na ilość alternatywnych dróg, nie ma znaczenia jakim rowerem mamy zamiar się wybrać. Kluczowy jest za to wybór planowanej trasy, która powinna być dostosowana do typu jednośladu, jak również naszej kondycji fizycznej. Trasa, niezależnie od wariantu, zapewnia możliwość luźnej, niczym nie zakłóconej jazdy wśród pięknych okoliczności przyrody 🙂 . W zasadzie na całej jej długości możemy znaleźć miejsca odpowiednie na chwilowy wypoczynek, piknik lub biwak na dziko. Wyprawę do źródeł Łyny planowałem od dłuższego czasu, a kiedy w końcu udało mi się zrealizować pomysł, żałuję że nastąpiło to tak późno 🙂

Relive 'Źródła rzeki Łyny'

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Enter Captcha Here : *

Reload Image