Testy

Merida One Sixty 800

Dzięki akcji zorganizowanej przez Salon Rowerowy Czesław Ciućkowski z Olsztyna oraz firmę Merida Polska, miałem okazję wziąć udział w testach rowerów z kolekcji 2019 i bliżej zapoznać się z modelem Merida One-Sixty 800.

Jako, że na co dzień korzystam z rowerów znacznie lżejszych, pozbawionych amortyzacji oraz których opony są kilkukrotnie węższe, było to dla mnie dość osobliwe doświadczenie. Muszę zaznaczyć, że nigdy wcześniej nie miałem okazji jeździć rowerem do enduro – właśnie dlatego postanowiłem wziąć udział w testach i doświadczyć jak zachowuje się bike z pełnym zawieszeniem oraz sprawdzić, czy posiadając taką maszynę musiałbym myśleć o przeprowadzce w góry, czy też teren warmińskich lasów jest wystarczający aby w pełni wykorzystać potencjał Meridy.

Czas jaki każdy z uczestników otrzymał aby przetestować wybrany przez siebie model był bardzo ograniczony – półtorej godziny to bardzo niewiele aby móc zaprzyjaźnić się z rowerem, tym bardziej że Mobilne Centrum Testowe zlokalizowane było w przemysłowej części Olsztyna, a do miejsca które w mojej ocenie najlepiej nadawało się na przeprowadzenie testu (Las Miejski) należało jechać kilkanaście min. w jedną stronę.

Rama

Rama One Sixty 800 została wykonana z potrójnie cieniowanego, hydroformowanego stopu aluminium 6016, a w procesie produkcji zastosowano metody wygładzania spawów, co niewątpliwie poprawia jej walory estetyczne. Dodatkowo wykorzystano wewnętrzne poprowadzenie pancerzy w taki sposób, aby zabezpieczyć linki przed zabrudzeniem, a jednocześnie dać użytkownikowi możliwość regulacji napięcia, co eliminuje efekt “dzwonienia” podczas jazdy na nierównościach. Duże wyjście linek poprowadzonych wewnątrz dolnej rury, pozwala na ich bezproblemowe ułożenie w razie konieczności wymiany. Rama przygotowana jest również pod elektroniczny system przerzutek Shimano Di2. Dodatkowo producent zastosował w One Sixty 800 taperowaną główkę ramy, bezpośrednie mocowanie hamulca wewnątrz tylnego trójkąta oraz karbonowy wahacz, który ma za zadanie redukcję wagi jak również zwiększenie sztywności roweru.

Osprzęt

Zastosowany napęd to 1×12 Sram GX Eagle (korba 32T; kaseta 10-50T), a za skuteczne hamowanie odpowiadają hydrauliczne hamulce tarczowe Sram Code R.

Merida wyposażyła One Sixty 800 w powietrzny taperowany amor RockShox Yari RC 170 mm oraz damper RockShox Super Deluxe RCT. Tylne zawieszenie charakteryzuje się „pływającym amortyzatorem”, gdzie dolne mocowanie tłumika porusza się wraz z tylnym trójkątem, co z założenia ma poprawić trakcję oraz zwiększyć efektywność jazdy.

27,5” koła zbudowane są na bazie obręczy Merida Expert TR, piast w standardzie boost: Joytech D791SB 110x15mm (przód) i Joytech 148×12 mm D462SB (tył). Całość ubrana jest w opony Maxis Minion DHR II 27,5×2,4”.

Pierwsze wrażenie

Początkowo miała to być recenzja One Sixty 800 jako modelu, ale ostatecznie będzie to opis moich subiektywnych odczuć po przesiadce z szosy na rower do enduro, a za przykład posłuży mi właśnie Merida. Tak jak wspomniałem na początku, nigdy wcześniej nie miałem okazji jeździć na rowerze z pełnym zawieszeniem, a zamiana typowego „sztywniaka” na full-suspension była dla mnie dość osobliwym doświadczeniem.

Przed przystąpieniem do testów, zapoznałem się ze specyfikacją modelu, jak również poczytałem o technikach jazdy enduro. Teoretycznie byłem przygotowany, niemniej chwilę po tym jak wsiadłem na rower i tak musiałem sobie wszystko jeszcze raz poukładać.

Pierwsze wrażenia po przesiadce na Meridę – przede wszystkim SZEROKO.

Oczywiście znane mi są zalety stosowania kierownic o tym rozstawie w rowerach górskich, ale 780 mm przy na co dzień użytkowanych 440 mm robi różnicę. Tu już nie można „przycwaniakować” i slalomem przelecieć między samochodami czy swobodnie manewrować na zatłoczonych ścieżkach rowerowych – trzeba na bieżąco kalkulować i kontrolować sytuację, bo inaczej możemy kogoś niechcący „przewieźć” 😉

Po drugie – WAGA. Rozpędzić prawie 15 kg „klocka” nie jest łatwo. Czuć każdy kilogram, a biorąc pod uwagę opony w rozmiarze 27,5×2,4 miałem wrażenie że jadę czołgiem, którego nic nie jest w stanie zatrzymać.

Po trzecie – „STRATA ENERGII” podczas pedałowania. Wyraźnie czuć, że znaczna część naszej pracy, która w rowerach ze sztywnym zawieszeniem „wchodzi” bezpośrednio w napęd, tutaj „ucieka” i zamiast jechać do przodu na pełnym gazie, zapewniamy sobie dodatkowy efekt bujania 🙂

A teraz do sedna…

Moje wrażenia nie mają żadnego znaczenia ponieważ NIE JEST TO ROWER DO MIASTA 🙂 Paradoksalnie, czas dojazdu z Salonu Rowerowego do Lasu Miejskiego jaki początkowo uznawałem za stracony, pozwolił mi na wstępne oswojenie z rowerem – wyczuciem jego wagi, gabarytu, sposobu zmiany przełożeń oraz zakresu ich pracy. Przed wjechaniem na na pierwsze singielki wiedziałem, że muszę jak najszybciej zmienić technikę jazdy i przestać „walczyć z rowerem”, ponieważ szybko stracę mnóstwo energii a tym samym zapał do dalszej zabawy.

Po wjechaniu do lasu Merida One Sixty 800 pokazała swoje prawdziwe oblicze. W związku z bardzo ograniczonym czasem, nie było mowy o jakimkolwiek ustawianiu roweru wg własnych preferencji – jeździłem na ustawieniach defaultowych, czyli tak jak odebrałem go serwisanta Meridy. Nie bawiłem się nawet w ustawienia wysokości siodełka, ponieważ dzięki regulowanej teleskopowej sztycy (swoją drogą fajna sprawa), właściwą pozycję ustawiłem w czasie jazdy.

Po zjechaniu z asfaltu byłem pod dużym wrażeniem tego, jak Merida radzi sobie z wybieraniem nierówności – jadąc po kostce brukowej prawie tego nie odczułem, gdzie jadąc szosą lub gravelem na pewno zdrowo by mnie wytrzęsło 🙂

Prawdziwa zabawa zaczęła się przy wjeżdżaniu na kolejne na single tracki, których na szczęście nie brakuje w olsztyńskim Lesie Miejskim. Pomimo braku doświadczenia w enduro, z łatwością pokonywałem kolejne zakręty usiane korzeniami czy dropami. Potężny przedni amortyzator o skoku 170 mm oraz „pływający” damper pozwalały na płynne pokonywanie przeszkód, a zalane mlekiem opony Maxxisa 27,5 x 2,4 zapewniały świetną trakcję na zjazdach niezależnie od rodzaju nawierzchni – ani razu nie zdarzyło mi się, abym stracił kontrolę nad rowerem. Nie jest tak, że wsiadłem i ze zwykłego Kowalskiego stałem się „ędurowcem” – miałem oczywiście problemy z niektórymi sekcjami technicznymi, ale była to wina mojej złej techniki jazdy. Nie zmienia to faktu, że w miejscach gdzie normalnie sprowadziłbym gravel’a, a jadąc na MTB do XC musiałbym się bardzo skupić, tak tutaj po prostu jechałem, a przyjemność jaka z tego płynęła była ogromna 🙂

Wrażenie, które towarzyszyło mi podczas pierwszego kontaktu z rowerem dot. jego wagi czy gabarytów zupełnie się zatarło. Absolutnie nie czułem, że prowadzę „czołg” – tutaj okazało się, że szerokość kierownicy i miękkość zawieszenia to jedne z głównych atutów roweru. Merida świetnie reagowała na każdy mój ruch. Na szczególną uwagę zasługują zastosowane w rowerze hydrauliczne hamulce Sram Code R – to one mimo wszystko wywarły na mnie największe wrażenie. Siła hamowania oraz sposób jej modulacji pozwalały bardzo precyzyjnie kontrolować tor jazdy – każdorazowo mogłem idealnie wyczuć moment i jechać na granicy utraty przyczepności koła z podłożem.

Jak mówi przysłowie „what goes up must come down”, tak i tutaj, żeby zjechać musimy najpierw wdrapać się na górę, a nie jest to łatwe biorąc pod uwagę wagę roweru. Dzięki zastosowanemu napędowi 1×12 Sram GX Eagle, korbie 32T oraz kasecie 10-50T mamy wystarczający zakres przełożeń aby bez wysiłku wjechać pod bardzo strome podjazdy. W połączeniu z wcześniej wspomnianą oponą Maxxis Minion DHR II o bardzo agresywnym bieżniku, koło nie boksuje i doskonale „wgryza” się w teren pozwalając nam na kontynuowanie wspinaczki bez utraty przyczepności. Pewien niedosyt pozostawił natomiast sam system 1×12 – na szybszych sekcjach, gdzie aby nabrać prędkości dokręcałem na zjazdach, przed kolejnym stromym podjazdem musiałem redukować przełożenia, skacząc po wszystkich zębach 12 stopniowej koronki. Może to kwestia techniki czy też przyzwyczajenia, ale znacznie wygodniej i szybciej byłoby mi zrzucić z blatu o jeden ząbek, niż na kasecie przerzucać łańcuch o kilka trybów. Co do samej szybkości i precyzji działania GX Eagle nie mam żadnych zastrzeżeń – całość pracuje szybko i cicho.

Podsumowanie

Tak jak wspomniałem na wstępie – 1,5 godz. które otrzymał każdy z testujących to bardzo niewiele, z drugiej strony jednak, nie sądziłem że po zakończeniu zabawy i przejechaniu raptem 25 km będę aż tak ujechany.

Zgłaszając się do testów moim głównym założeniem było zdobycie nowego doświadczenia jakim jest jazda na rowerze z pełnym zawieszeniem, jak również odpowiedź na pytanie, czy posiadając taki rower musiałbym wyprowadzić się góry :).

Na szczęście olsztyńskie lasy usiane są ścieżkami które pozwolą na wykorzystanie potencjału jaki drzemie w takich rowerach jak Merida One Sixty 800. Dzięki akcji zorganizowanej przez Salon Rowerowy Czesław Ciućkowski oraz firmę Merida Polska (oby więcej tego typu wydarzeń) miałem okazję pojeździć na pełnokrwistym rowerze do enduro, oraz odpowiedzieć na kolejne ważne pytanie: czy warto wydać 15 tys. na tego typu rower? Jak się domyślam, dla osób które szczególnie upodobały sobie tę dyscyplinę kolarstwa to pytanie retoryczne, a zakup One Sixty 800 stanowiłaby solidną pozycję podczas poszukiwania konkretnej maszyny. Czy osobiście zainwestowałbym taką kwotę w zakup Meridy? Jeśli tylko zbywałby mi wór pieniędzy to oczywiście że tak 🙂

Im dłużej trwał test, tym bardziej oswajałem się z rowerem i pomimo moich niedoskonałości w technice, jazda przynosiła mi ogromną frajdę. Uważam, że Merida One Sixty 800 to szybki i responsywny rower, który dzięki kompilacji zastosowanych komponentów pozwala na uzyskanie doskonałych właściwości jezdnych nawet w najbardziej wymagającym terenie.

Specyfikajca

FRAME ONE-SIXTY Lite

  • 165mm suspension travel

FRAME SIZE S, M, XL

FORK Rock Shox Yari RC

  • Air
  • 170mm suspension travel
  • Tapered

SHOCK Rock Shox Super Deluxe RCT

  • Platform

DERAILLEUR REAR Sram GX Eagle

SHIFTER FRONT no

SHIFTER REAR Sram GX Eagle

BRAKE LEVER Sram Code R

BRAKE FRONT Sram Code R

BRAKE REAR Sram Code R

CHAINWHEEL Sram Descendant 6K Eagle

  • 32 teeth

CHAIN Sram GX Eagle

HUB FRONT Joytech D791SB

  • 110x15mm width front hub
  • 32 spoke holes
  • 6 bolt

SEAT POST KS LEV Integra

  • 30.9mm diameter
  • 0mm setback
  • S: 125mm travel seatpost – M/L/XL: 150mm travel seatpost

SEAT CLAMP MERIDA Expert

SADDLE Prologo Nago X20

CHAIN Sram GX Eagle

CHAINGUARD MRP 1X V3

CHAINWHEEL Sram Descendant 6K Eagle

  • 32 teeth

FREEWHEEL Sram XG 1275 Eagle

  • 10-50 teeth
  • 12 speed

BOTTOM BRAKET Sram BB DUB PF MTB 92

RIM MERIDA Expert TR

  • 29mm inner width

TIRE FRONT Maxxis Minion DHR II

  • 27.5×2.4″
  • folding
  • TR EXO 3C

TIRE REAR Maxxis Minion DHR II

  • 27.5×2.4″
  • folding
  • TR EXO Dual

HUB FRONT Joytech D791SB

  • 110x15mm width front hub
  • 32 spoke holes
  • 6 bolt

HUB REAR Joytech D462SB

  • 148x12mm width rear hub
  • 32 spoke holes
  • 6 bolt
  • Sram XD

AXLE REAR JD-QR48R Boost axle 12x148mm

SPOKES Double Butted Black stainless

FENDER MERIDA MTB lite-front

WEIGHT 14.7 kg

weighed at frame size M (w/o pedals)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

57 − 53 =